Libertarianie w USA mają kongresmena!

Niezależny kongresmen Justin Amash dołączył właśnie do szeregów Partii Libertariańskiej USA. Ogłosił również, że chciałby zostać kandydatem Libertarian w wyborach prezydenckich.

„Amash dla Ameryki” – pod tym wstępnym hasłem 40-letni reprezentant stanu Michigan Justin Amash zapowiedział chęć ubiegania się o fotel Prezydenta USA. Ma nadzieję wystartować w wyborach jako kandydat Partii Libertariańskiej. Tym samym Libertarianie mogą się pochwalić, że mają swojego pierwszego w historii przedstawiciela w Kongresie. To ogromny sukces dla ugrupowania, które powstało w 1971 roku i jak dotąd mogło się pochwalić co najwyżej drobnymi sukcesami na szczeblu lokalnym.

Kongresman Amash jest członkiem Izby Reprezentantów USA od 2011 roku. Uzyskał nominację z ramienia Partii Republikańskiej. Działał z jej szeregach aż do 2019 toku, jednakże od kilku lat pogłębiały się podziały ideologiczne pomiędzy nim a Republikanami. Różnice zaczęły stawać się duże i bardzo widoczne. Zeszłego lata w CNN pojawił się nawet artykuł, w którym Amash został opisany jako „najbardziej samotny członek Kongresu”. W ciągu długich lat jego kariery politycznej, Amash znalazł się w pozycji, która dla większości libertarian – szczególnie tych, którzy opowiadają się za abstynencją polityczną – jest oczywista. Przestał dostrzegać jakiekolwiek zasadnicze różnice pomiędzy Republikanami a Demokratami. Jak mówił w wywiadzie dla CNN w marcu zeszłego roku:

To tylko dwie różne grupy ludzi, które czynią to samo zło.

Dla kongresmena Amasha szczególnym problemem stała się polityka Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Stał się naczelnym krytykiem tej prezydentury. W 2017 roku mówił nawet otwarcie o możliwości przeprowadzenia impeachmentu, aby odsunąć od władzy „nieodpowiedzialnego i niebezpiecznego” gospodarza Białego Domu. To postawa, która mogła szokować postronnych obserwatorów. Tak mocna krytyka urzędującego prezydenta ze strony polityka wywodzącego się z tej samej partii jest jednak niecodzienna.

Ci jednak, którzy znają poglądy i działalność Amasha wiedzą, że te bezkompromisowe działania nie są dziełem przypadku. Już w 2013 roku republikański strateg polityczny Karl Rove określał Amasha jako polityka „znacznie bardziej liberalnego niż jakikolwiek inny Republikanin” oraz, że jest to „100-procentowy, libertariański purysta”. Pomimo, iż był postrzegany jako odszczepieniec, nie zmienił swoich poglądów. Zmieniło się jednak jego podejście do Partii Republikańskiej, która dla samej tylko władzy gotowa była wynieść do prezydentury takiego człowieka jak Trump, który co jakiś czas lubi przypominać, że nie jest zwyczajnym prezydentem. Drażni wrogie państwa, wyzywa dziennikarzy czy – tak jak ostatnio – powiela niebezpieczne bzdury.

Amash był jednak w kontrze do wielu poczynań swojej partii na długo przed nominacją Trumpa. Gdy wchodził do Kongresu, The New York Times przedstawiał go jako niepokornego kontrarianina, który potrafi powiedzieć „nie” własnemu obozowi politycznemu. W wypowiedzi zamieszczonej w tym samym artykule nakreślił kredo swojej działalności politycznej:

Przestrzegam określonych zasad, przestrzegam Konstytucji. Na tym opieram swoje głosowania. Ograniczony rząd, wolność gospodarcza i wolność osobista.

Tych ideałów nigdy nie zdradził. Zawsze był gotowy głosować niezgodnie z zaleceniem partii, jeśli tylko dostrzegał w proponowanej legislacji zagrożenie dla wolności. Spotykało się to wielokrotnie z krytyką środowiska republikańskiego, które próbowało ciągle nakłonić Amasha do wzorowej współpracy. Miała ona oczywiście polegać na ślepym głosowaniu za wszystkim, co wymyśli partyjna góra. Nigdy jednak nie odpuścił. Sprzeciwiał się m.in. niekonstytucyjnej pomocy publicznej udzielanej przez Rząd Federalny w związku z kryzysem wodnym we Flint, pozornym poprawkom do programu Obamacare czy też zakazowi imigracji do USA.

Ten upór spotkał się z wewnątrzpartyjnym ostracyzmem. Amash stracił poparcie wielu prominentnych działaczy i sympatyków Partii Republikańskiej, w tym wpływowej i bogatej rodziny DeVos, z którą zna się od czasu, gdy uczęszczał do liceum, a jej członkowie są jego sąsiadami. Wobec coraz większej marginalizacji, bezsilności oraz fatalnego kierunku, który obrali Republikanie, Amash zdecydował się w zeszłym roku opuścić Partię Republikańską. Można jedynie się dziwić, że ta decyzja została podjęta tak późno. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wierny swoim zasadom jest Amash.

Wystarczy spojrzeć na jego sumienność w pracy w Kongresie. W Izbie Reprezentantów nie opuścił ani jednego głosowania aż do jesieni 2017 roku. Gdy wreszcie przytrafiło mu się być nieobecnym, nie mógł się z tym pogodzić. Głosowanie przegapił przypadkiem. Ta chęć do osiągnięcia pełnej frekwencji wynika również z tego, że Amash wiernie relacjonuje wyborcom swoją pracę w Waszyngtonie.

Teraz przed Amashem nowe wyzwania. Stanie w szranki o prezydencką nominację z ramienia Partii Libertariańskiej. Jego największym rywalem będzie Jacob Hornberger, założyciel Future of Freedom Foundation, który zdobywa największe poparcie w niewiążących głosowaniach przeprowadzanych przez walne zgromadzenia stanowych oddziałów partii. Jeśli Amash okaże się zwycięzcą tego starcia, będzie mieć przed sobą trudne zadanie. O ile nie niemożliwe. Libertarianie dążą bowiem od 50 lat do uzyskania statusu trzeciej siły politycznej w USA na poziomie federalnym. Wymaga to, aby zarówno partia, jak i jej kandydat na prezydenta, uzyskiwały silne trzecie miejsce w wyborach.

Jeśli kampania prezydencka zakończyłaby się sukcesem Amasha, czyli najlepszym wynikiem (i znacznie lepszym od poprzednich) kandydata Partii Libertariańskiej w historii oraz skutecznym przebiciem się do świadomości przeciętnego Amerykanina jako „ten trzeci” kandydat, byłby to ważny krok do zapewnienia w przyszłości Libertarianom miejsc w Kongresie na drodze wyborów.

Na ten moment uśmiechnęło się do Libertarian szczęście i mogą świętować z okazji pozyskania do partii urzędującego kongresmena. Okazję tę stworzył jednak polityczny regres, w który wpadł Amash. Wierność ideom pozbawiła go poparcia i wpływów, które w obecnym kształcie prowadzenia polityki są niezwykle istotne. Budzi to wątpliwości czy Justin Amash jest politykiem, który będzie potrafił podejmować pragmatyczne decyzje polityczne stanowiące dziś warunek konieczny dla odniesienia sukcesu. A zatem ustępstwa i kompromisy, na które jako republikański kongresmen nie potrafił przystać.

O tym czy Amash dostanie szansę, aby udowodnić, że idealista może poprowadzić partię do sukcesu, członkowie Partii Libertariańskiej mieli zadecydować podczas Krajowej Konwencji Libertarian w dniach 20-26 maja. Jednakże w związku z pandemią COVID-19 została ona odwołana i delegaci najprawdopodobniej zbiorą się dopiero w lipcu.