Świat wirtualnych ekspertów

W sieci łatwo napotkać na ekspertów od wszystkiego. Dekadę temu czytaliśmy opracowania domorosłych ekspertów od katastrof lotniczych, kilka lat temu obrodziło konstytucjonalistami, a dziś możemy poczytać sporo opinii medycznych.

Każdy dzień w sieci jest naznaczony jakąś listą tematów dnia. Artykuły ich dotyczące świetnie się klikają i całe mnóstwo internautów odczuwa potrzebę, aby również się publicznie wypowiedzieć. Największe skupiska internetowych ekspertów można jednak zaobserwować wokół dyskusji na tematy, których „życie” trwa dłużej niż parę dni. Obecnie takim tematem jest pandemia koronawirusa. Ten ogólnoświatowy problem jest rozpatrywany głównie na dwóch płaszczyznach: ekonomiczno-politycznej oraz nauk medycznych. I niestety na obu z nich stanowisko próbują zajmować ludzie, którzy nie powinni zabierać głosu, a przynajmniej nie powinni próbować odgrywać autorytetów w tych dziedzinach.

Jednak największe szkody czynią te osoby, które mają wiedzę z jednej z tych płaszczyzn i wygłaszają stanowcze opinie w zakresie, który obejmuje druga płaszczyzna. Ostatnio usłyszałem nawet takie zdanie, że mamy do czynienia z konfliktem dwóch działów nauki. Tymczasem powinniśmy mówić o współpracy, ale takiej, która polega na podziale pracy – bez wtrącania się jednych w pracę drugich. A zatem osoby biegłe w tematyce ekonomiczno-politycznej powinny uważnie wsłuchiwać się w to, jakie zagrożenia zgłasza strona medyczna, po to aby wypracować plan działań, który zarówno teraz, jak i w przyszłości, będzie zgodny z prawem, nie wyniszczy doszczętnie gospodarki i realnie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się choroby. Natomiast strona medyczna powinna powstrzymać się od nawoływania do podjęcia jakichkolwiek działań legislacyjnych czy gospodarczych. Powód jest prosty. Nie znają się na ekonomii i polityce, w związku z czym ich propozycje mogą się okazać lekarstwem gorszym od choroby.

Dlatego też osobiście nie wypowiadam się bezpośrednio na temat koronawirusa. O ile dzięki wieloletniej edukacji własnej w zakresie ekonomii i polityki czuję się dostatecznie kompetentny, aby krytykować pewne działania rządu czy też proponować alternatywne rozwiązania, o tyle w kwestiach medycznych wiem bardzo niewiele. Nie powiem Wam zatem czy noszenie maseczek jest konieczne, ani jaka jest rzeczywista skala zagrożenia. Tutaj mogę się zdać wyłącznie na powtarzanie stanowiska autorytetów w dziedzinie. I w każdej takiej sytuacji, gdy problem jest interdyscyplinarny, powinniśmy pamiętać o tym, aby ograniczyć się do wypowiadania opinii niewykraczających poza zakres dziedzin, w których się specjalizujemy.

Właściwie od samego początku pandemii ten – wydawałoby się zdroworozsądkowy – układ nie istnieje. Najpierw politycy nie posłuchali lekarzy, lekarze w podzięce zaczęli forsować wątpliwej jakości rozwiązania legislacyjne, a politycy odpowiedzieli na to narzucaniem rozwiązań, które wykraczają nawet poza zalecenia medyków. Oliwy do ognia dokładają domorośli eksperci, którzy bez wiedzy na temat statystyki i modelowania przebiegów epidemii zajmują się tropieniem prawdy na temat zagrożenia. Powstają w efekcie absurdalne teorie spiskowe, oparte na niesprawdzonych danych i domysłach.

I tak w ostatnich tygodniach wyczytałem m.in. takie mądrości jak:

  • koronawirus nie jest wcale taki groźny,
  • koronawirus to broń biologiczna,
  • na koronawirusa umierają tylko starzy ludzie,
  • koronawirus to uciekinier z laboratorium,
  • koronawirus to spisek Billa Gatesa, który chce nas zaszczepić w celu depopulacji i/lub się wzbogacić,
  • koronawirusa roznoszą maszty 5G,
  • szczepionki na koronawirusa będą eksperymentem na ludziach,
  • zachorowalność na koronawirusa i śmiertelność są mniejsze niż wynika z oficjalnych danych,
  • zachorowalność na koronawirusa i śmiertelność są większe niż wynika z oficjalnych danych,
  • itp. itd.

Ta lista mogłaby być jeszcze dłuższa, jednakże w oparciu o wyłącznie fachowe źródła należy stwierdzić, że albo nie ma dowodów na część z tych sensacji, albo są po prostu wierutną bzdurą. I jeszcze raz podkreślę – to nie jest moja opinia. Nie mam kompetencji, aby zajmować stanowisko w tych sprawach, polegam więc na zdaniu uznanych naukowców oraz dziennikarzy i blogerów, którzy cieszą się wysoką reputacją za swoją rzetelność. Tylko z takim podejściem możemy uniknąć kompromitacji i przekazywania światu potencjalnie niebezpiecznych opinii. Wystarczy po prostu nie wypowiadać się na tematy, na których się nie znamy. A jeśli chcemy udostępnić czyjąś opinię z obcej nam dziedziny to warto ją zweryfikować przed powieleniem. Zaskakująco często wystarcza mniej niż 2 minuty, aby znaleźć w wyszukiwarce internetowej informacje o tym, że kolejna sensacja okazała się być totalnym wymysłem.