Per Bylund – Korzyści płynące z wolnego społeczeństwa w czasach pandemii

Podczas obecnego kryzysu wiele osób wygłasza uznanie dla „szybkich i zdecydowanych” działań podjętych przez chiński reżim. Nie dostrzegając odrażającego braku szacunku dla ludzkiego życia, ludzie ci stawiają chińskie rozwiązania za wzór walki z pandemią.

Ci trybuni niby przypadkiem zapominają o wielu tygodniach kneblowania ust i cenzury, które poprzedziły brutalne zamknięcie miasta Wuhan oraz całej prowincji Hubei. Ślepi na naturę hierarchii i biurokracji, przedstawiają poszerzenie zakresu władzy jako jedyną słuszną drogę, a dostęp do dokładnych, rzetelnych informacji uznają za niewarty uwagi.

Wezwania do rozwiązań siłowych są w najlepszym wypadku nierozważne, zostały one jednak użyte do nakreślenia obrazu wolności jako idei bezsilnej. Według złudzeń zwolenników metod autorytarnych, libertarianizmowi brakuje dokładnie tego, czego wymagają „szybkie i zdecydowane” kroki wobec pandemii – scentralizowanej władzy.

W wolnym społeczeństwie nie ma swawoli

Nie ma wątpliwości, że zamknięcie (czy nawet zaspawanie) ludzi w swoich domach ogranicza rozprzestrzenianie się zaraźliwego wirusa. Tym bardziej w porównaniu z sytuacją, gdy ludzie mogą poruszać się swobodnie i roznosić chorobę. Podobnie powinno pomóc wstrzymanie ruchu powietrznego, gdy zestawi się je z zachowaniem planowych lotów, jak gdyby nigdy nic się nie stało.

W rzeczywistości są to jednak dwa przypadki krańcowe, z których żaden nie znajduje zastosowania w libertariańskim społeczeństwie. Pierwszy z nich jest oparty na scentralizowanej, autorytarnej władzy nad życiem i własnością obywateli – i jako taki jest sprzeczny z ideą wolności. To, rzecz jasna, element krytyki wolności ze strony zwolenników rządów silnej ręki – wolność nie oferuje takich prerogatyw.

Tak samo jest jednak z drugim przypadkiem krańcowym, w którym zakłada się, że w danym społeczeństwie udział własności publicznej jest znaczący, a prawa dotyczące prywatnej własności pozostają ograniczone. Jednakże żadna z tych opcji nie mogłaby mieć miejsca w libertariańskim społeczeństwie. Z tytułu własności prywatnej nie posiadasz automatycznego prawa wejścia do czyjegoś sklepu lub spaceru po czyimś chodniku – podobnie jak nie masz prawa wejść do czyjegoś domu. O ile zazwyczaj jesteś mile widziany w sklepie – właściciel chce, abyś rozważył kupno towarów, które sprzedaje – to twój pobyt w nim odbywa się na warunkach właściciela.

Jako że to właściciel sprawuje kontrolę, pozostaje on również odpowiedzialny za to, co dzieje się na terenie jego własności. To dlatego nawet w obecnych czasach prywatne sklepy i galerie handlowe, tak jak i inne prywatne podmioty, korzystają zazwyczaj z usług firm ochroniarskich (pomimo państwowego monopolu policyjnego). Na właścicielu ciąży odpowiedzialność, jeżeli pozwala wchodzić każdemu bez żadnych ograniczeń, a poprzez to naraża swoich klientów na niebezpieczeństwo. Dotyczy to również braku ograniczeń wobec nosicieli zabójczego wirusa.

Widzieliśmy tę często pomijaną w dyskusjach prawidłowość – w ograniczonym stopniu – gdy linie lotnicze zaczęły odwoływać loty do stref zakażenia zanim jeszcze zostały uziemione rządowym dekretem. Dlaczego? Ponieważ nikt nie chciał ryzykować zdrowiem swoich pracowników i klientów, którzy mogliby przecież pociągnąć linie do odpowiedzialności. W libertariańskim społeczeństwie nie ma prawa do używania cudzej własności, ale również nie ma ograniczeń w odpowiedzialności właściciela za to, co dzieje się za jego (czy to domniemanym, czy wyraźnym) przyzwoleniem.

Nie jest to oczywiście idealne rozwiązanie, które pozwalałoby pozbyć się wszystkich problemów, włączając w to zatrzymanie wirusa zanim zacznie się rozprzestrzeniać. Chodzi o to, by nie myśleć, że społeczeństwo libertariańskie wyglądałoby w zasadzie jak obecna sytuacja, tyle że z dodatkiem lub usunięciem jakichś rozporządzeń państwowych agencji. Libertariańska „normalność” jest czymś zupełnie różnym od tego, do czego zdążyliśmy przywyknąć pod władzą państwa.

Żaden z przypadków krańcowych przyjmowanych przez zwolenników rozwiązań siłowych nie ma zastosowania w wolnym społeczeństwie. Owszem, brakowało by takiemu społeczeństwu autorytarnej władzy, ale nie było by w nim również absolutnej swawoli, gdzie życzenia każdego z nas górowałyby w jakiś sposób nad prawami własności innych.

Problem z „jednakowym rozmiarem dla wszystkich”

Brak autorytarnej władzy musi oznaczać, że idea wolności jest bezsilna wobec wielkich zagrożeń, prawda? Nie, to kolejne złudzenie zwolenników rządów silnej ręki. W rzeczywistości jedno nie wynika z drugiego. Po prostu nieprawdą jest, że centralizacja stanowi jakiekolwiek rozwiązanie. Wprowadzenie władzy centralnej oznacza przyjęcie podejścia „jednakowego rozmiaru dla wszystkich”. Ale to nie jedyny problem wynikający z centralizacji. Czyni nas ona bardziej bezbronnymi i zwiększa ryzyko niewłaściwych reakcji.

Większość z nas zgodziłaby się, że podejście „jednakowego rozmiaru dla wszystkich” byłoby w rzeczywistości odpowiednie tylko dla nielicznych – tak jak sweter w jednym rozmiarze kiepsko by leżał na niemal każdym, kto by go nosił. Warunki różnią się w zależności od miejsca, co oznacza, że dla każdego z nich istnieje unikatowe, najlepsze rozwiązanie. I mogliśmy to zaobserwować, gdy epidemia koronawirusa dotarła do Stanów Zjednoczonych. Gubernatorzy różnych stanów zastosowali różne polityki. To podejście sensowne, ponieważ poszczególne stany bardzo różnią się od siebie, a ponadto zostały dotknięte przez wirusa w różny sposób. Choć daleko temu do ideału, wskazuje to, że nawet zawodowi politycy postrzegają centralizację jako niewłaściwe rozwiązanie. Gdyby naprawdę wierzyli w „jednakowy rozmiar dla wszystkich”, zastosowaliby te same działania. A jednak tego nie zrobili ponieważ sytuacja w każdym ze stanów była odmienna.

Informacje o tym, co działa, a co nie, a także istotne różnice pomiędzy poszczególnymi miejscami i zamieszkującą je ludnością, zostają utracone, gdy poddaje się je agregacji, a zebrane statystyki mają służyć jako wskazówki dla scentralizowanych decyzji. Jest to słynna argumentacja Hayeka o rozproszonej, ukrytej wiedzy, która przewodzi naszym działaniom, ale nie jest w stanie pomóc centralnemu planiście.

Decentralizacja i elastyczność czynią system bardziej odpornym

Scentralizowane rozwiązania czynią nas bardziej bezbronnymi. Aby to zilustrować, rozważmy różnice pomiędzy ustrukturyzowanym, scentralizowanym systemem obrony narodowej a uzbrojoną populacją. Szwajcaria jest znanym przykładem drugiego z rozwiązań, ale nie jest pod tym względem unikatowa. Między innymi szwedzki system obrony składa się zarówno z tradycyjnie ustrukturyzowanej armii, jak i z Gwardii Krajowej. O ile relatywnie łatwo sparaliżować armię poprzez zniszczenie kilku jej baz, o tyle zmiecenie z powierzchni ziemi zdecentralizowanych i rozproszonych sił Gwardii Krajowej jest niemal niemożliwe.

Jak się to ma do pandemii wirusa? Obnaża fałszywe obietnice centralizacji, która jest kosztownym i nieodpowiednim rozwiązaniem czyniącym w rzeczywistości społeczeństwo bardziej bezbronnym. Ten sam argument ma zastosowanie zarówno, gdy mówimy o obronie narodowej, scentralizowanej edukacji czy też monopolu sanepidu. Scentralizowana struktura dowodzenia oferuje jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa.

Libertariańskie społeczeństwo jest dokładnie tą zdecentralizowaną strukturą, której brakuje obecnie naszemu społeczeństwu. Zamiast piramidy wyselekcjonowanych informacji, przekazywanych do centrali niczym w zabawie w głuchy telefon oraz rozkazów wydawanych z góry, mielibyśmy sieć współpracujących ze sobą jednostek i osiedli. Obszar, na którym pojawiłoby się zakażenie, mógłby szybko i łatwo podjąć decyzję o opanowaniu wirusa, przypuszczalnie we współpracy z sąsiednimi rejonami. W innych zaś mogłaby zostać podjęta decyzja o dobrowolnym poddaniu się kwarantannie, aby uniknąć zarażenia.

Nie było by też zbyt wielu powodów do zatajania informacji. Chińczycy błędnie uważali, że nie muszą nic robić – nic ponad uciszanie sygnalistów. I rząd, jak zawsze, nie został pociągnięty do odpowiedzialności za swoje błędy. Zazwyczaj jest bowiem na odwrót: rządowe agencje, które zawiodły w wykonywaniu swoich zadań, nie są karane. Zamiast tego otrzymują większe budżety i większą swobodę decyzji.

Dla całkowitego kontrastu, libertariańska społeczność, która zdecyduje się zataić kluczowe informacje o pojawieniu się choroby, mogłaby zostać (i zapewne zostałaby) pociągnięta do odpowiedzialności za szkody wyrządzone innym społecznościom. Mamy tutaj do czynienia z tym samym mechanizmem, który czyni odpowiedzialnym właściciela sklepu, jeśli ten zdecyduje się świadomie wpuszczać na swoją posesję zakażone osoby, generując tym samym ryzyko zarażenia innych osób. A zatem w najlepiej pojętym interesie każdej libertariańskiej społeczności nie leży ukrywanie prawdy – tak jak w rządowym modus operandi – lecz dzielenie się informacjami i wspólne stawienie czoła problemowi.

Żadne z właściwych działań na czas wybuchu pandemii nie wymaga centralnego dowództwa. Wady centralizacji w rzeczywistości pogarszają sprawę i czynią nas przede wszystkim bezbronnymi. Liczne głosy za zwiększoną centralizacją, a także otwarta krytyka libertarianizmu i wolności jako „bezsilnych” idei, są zasadniczo ze sobą sprzeczne. Zamiast zachować rozsądek i racjonalne myślenie, krzykacze ulegają emocjom i zaprzeczają faktom. Ich poglądy są jedynie objawem ideologii rządów silnej ręki.

Autor: Per Bylund
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Łukasz Frontczak
Tekst w języku polskim został pierwotnie opublikowany przez Stowarzyszenie Libertariańskie.

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.