#1 Włocławek – miasto na publicznym garnuszku

Całą Polskę bawią żarty o Radomiu. Tymczasem w naszym kraju jest miasto, które mogłoby być śmiało tematem podobnych żartów. To – niestety – mój rodzinny Włocławek.

Jeśli popatrzeć na mapę Polski, Włocławek wydaje się mieć świetne położenie geograficzne. Umiejscowiony nad największym szlakiem wodnym – Wisłą, niemal w samym centrum kraju. Od kilku lat przebiega obok autostrada A1, komunikacyjna następczyni drogi krajowej nr 1 (obecnie nr 91), która do dziś stanowi główną oś transportową miasta. Wokół Stolicy Kujaw mieści się mnóstwo terenów leśnych i rolniczych oraz stosunkowo atrakcyjnych turystycznie miejsc, zarówno pod względem walorów przyrodniczych, jak i historycznych.

Włocławek nie radzi sobie jednak najlepiej. Z roku na rok spada liczba mieszkańców. Miasto, które jeszcze niedawno aspirowało do liczby 130 tysięcy mieszkańców wyludnia się i zbliża nieuchronnie do granicy 100 tysięcy. Wystarczy spojrzeć na inną daną, aby zrozumieć dlaczego. Włocławek – we spół w zespół z Radomiem – jest krajowym liderem bezrobocia w kategorii miasta. I to pomimo, iż obecnie w Polsce stopa bezrobocia jest najniższa od 26 lat, a miasta takie jak Poznań, Sopot i Warszawa osiągają w tym względzie wyniki ocierające się o granicę błędu statystycznego. Włocławianie – zwłaszcza młodzi – uciekają z miasta za pracą.

Obiegowa opinia na temat przyczyn degradacji Włocławka jest niezmienna od lat. W mieście „nie ma gospodarza” (czytaj: kompetentnego prezydenta), w czasie transformacji gospodarczej zlikwidowano „wielki włocławski przemysł”, a po reformie samorządowej miasto wpadło w sidła chciwych Torunia i Bydgoszczy wysysających kapitał z mniejszego partnera w województwie. Tymczasem jeśli uważnie przyjrzymy się strukturze gospodarczej miasta, zauważymy jedną prawidłowość, która precyzyjnie odpowiada na pytanie o przyczyny upadku miasta z olbrzymim potencjałem. Jest to czynnik, który w powiązaniu z kilkoma innymi dosłownie niszczy moje miasto.

Siły napędowe miasta

Włocławek opiera się zasadniczo na trzech głównych filarach. Pierwszym – gospodarczym – jest największy pracodawca, firma Anwil. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, „(s)półka ta jest jedynym producentem suspensyjnego polichlorku winylu w Polsce oraz ósmym w Europie. Wytwarza też nawozy azotowe: saletrę amonową i saletrzak.”[1]. Filarem geograficzno-przyrodniczym jest jezioro włocławskie – sztuczny zbiornik retencyjny z elektrownią wodną, który jest jednym z największych pod względem różnorodności gatunkowej siedlisk ptaków w Europie. Natomiast w wymiarze społeczno-kulturowym niekwestionowanym spoiwem dla mieszkańców jest klub koszykarski Anwil Włocławek.

Każdy z tych filarów opiera się na tej samej podstawie. Śmiem twierdzić, że to właśnie ona jest główną przyczyną postępującego upadku miasta. Aby to udowodnić porównam Włocławek z sąsiadującą gminą Brześć Kujawski, która bardzo dynamicznie się rozwija. A jest tak głównie ze względu na oparcie rozwoju gminy na zupełnie innych podstawach.

Kruchość publicznych gwarancji

Głównym problemem organizmu społeczno-gospodarczego, którym jest Włocławek jest oparcie życia miasta na inwestycjach publicznych i partnerstwie publiczno-prywatnym. W wymiarze gospodarczym, miasto ciągnie za sobą chemiczny kolos, którym jest Anwil. Spółka w całości należy do koncernu naftowego Orlen, w którym z kolei największym udziałowcem jest Skarb Państwa. Tym samym losy największego pracodawcy są uzależnione w głównej mierze nie tyle od kalkulacji ekonomicznej, co od wpływów politycznych. W 2015 roku Orlen miał poważne plany podziału i sprzedaży spółki. Ostatecznie się z tego wycofano, jednakże Skarb Państwa nie daje żadnych realnych gwarancji. Jeśli w gabinetach decydentów zapadnie ostateczna decyzja Włocławek może czekać gwałtowny wzrost bezrobocia. Tym bardziej, iż Anwil przeżywa od dekady swoje problemy. Po śmierci prezesa Benedykta Michewicza w 2008 roku trwa nieustanna karuzela nazwisk na najwyższych stanowiskach w spółce. Prawdopodobnie w grę wchodzą nie tylko kompetencje i wyniki, ale również koterie i koneksje. Pod tym względem nie można na pewno nazwać firmy stabilną. W tym miesiącu pojawił się kolejny, nowy prezes. Dodajmy do tego, że Anwil to nie jedyna spółka w mieście, która jest wrażliwa na polityczne perturbacje. Samo miasto zarządza szeregiem spółek miejskich, w których zatrudnienie otrzymuje kolejna, pokaźna część mieszkańców miasta. Tymczasem rynek prywatny się kurczy i coraz więcej przedsiębiorców albo kończy definitywnie działalność, albo przenosi firmę w bardziej przyjazne rejony.

A przenoszą się na przykład bezpośrednio „za miedzę”, do sąsiedniej gminy Brześć Kujawski. Gospodarze Grodu Łokietka wykazali się znacznie większą mądrością od swoich kolegów i koleżanek z Włocławka. Zamiast szukać inwestycji publicznych postanowili wykorzystać nowo wybudowaną autostradę i zaprosili inwestorów do tzw. Brzeskiej Strefy Ekonomicznej. Zaledwie kilka kilometrów od Włocławka prywatne inwestycje rosną jak na drożdżach, przyczyniając się do rozwoju lokalnej gminy.

Tymczasem władze Włocławka, zwłaszcza obecny prezydent Marek Wojtkowski, próbują oprzeć rozwój o własne „inwestycje” miasta i to raczej nie w produkcję i usługi lecz rozrywkę. A więc zamiast ożywczego kapitału z zewnątrz, włodarze wolą drenować kieszenie mieszkańców miasta na kolejne, wielkie polityczne projekty. Największym z nich jest Włocławek jako miasto sportu. Głównym beneficjentem jest klub Anwil Włocławek. Jestem kibicem tego zespołu lecz niewłaściwe jest utrzymywanie klubu w obecny sposób. Anwil otrzymuje duże środki od „sponsorów”, którymi są spółki miejskie. I nikt nie zdaje się zauważać absurdu tej sytuacji. Większość spółek miejskich ma bowiem monopol na swoje usługi na terenie miasta. Powstaje więc zasadne pytanie, po co tym spółkom reklama na koszulkach koszykarzy i banerach podczas meczów? Dodatkowo, sponsorem tytularnym klubu jest wspomniana orlenowska spółka Anwil. Potęga zespołu jest więc oparta w głównej mierze o środki publiczne i polityczne wsparcie. Wartość marketingowa klubu jest najprawdopodobniej przeszacowana, a mieszkańcy zamiast wspierać klub dobrowolnie (poprzez kupno biletów, gadżetów itp.) muszą zaakceptować, że część rachunków, które płacą za wywóz śmieci lub ciepło, trafia do klubu czy tego chcą czy nie. Los zespołu stał się zależny de facto od koniunktury politycznej, a sami politycy mocno związali swoje losy z klubem. Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, że w przypadku upadku drużyny (sportowego i finansowego) poparcie dla urzędującego w tym czasie prezydenta miasta może znacznie spaść.

Jednak dopiero trzeci filar miasta to jedna, wielka tykająca bomba. Wspaniały państwowy projekt, który stanowi dosłowne, fizyczne zagrożenie dla miasta. Jezioro włocławskie i zapora wodna. W latach 60. ubiegłego wieku, ówczesne komunistyczne władze zdecydowały o wdrożeniu projektu zwanego „kaskadą dolnej Wisły”. Zakładał on budowę ośmiu zapór w dole największej, polskiej rzeki – od Warszawy do Gdańska – wraz z zespołem elektrowni wodnych. Pierwszą i jedyną z planowanych tam zbudowano we Włocławku. Pozostałe nigdy nie powstały. Komunistom zabrakło pieniędzy, a już po upadku komunizmu, ze względów politycznych i ekonomicznych, temat dokończenia kaskady pozostaje w fazie planów. Dla Włocławka stało się to problemem. Zapora wodna jest pod stałą groźbą zawalenia. Bez niższych stopni kaskady konstrukcja jest pod zbyt wysokim naprężeniem. W przypadku katastrofy konsekwencje byłyby tragiczne. Oprócz zalania miasta ucierpiałby ekosystem całej dolnej Wisły i odpływu do Bałtyku. W jeziorze włocławskim zgromadzonych jest bowiem mnóstwo odpadów przemysłowych, które przed uwolnieniem zatrzymuje tylko tama. Do katastrofy doszło nieomal cztery lata temu, gdy na Wiśle wezbrała fala powodziowa. Jedynie przerwanie wału w wyższej części rzeki zapobiegło tragedii. Przy czym nie brak teorii spiskowych o tym, jakoby wał nie zawalił się sam, lecz w wyniku ingerencji człowieka pod polityczną protekcją i przyzwoleniem.

Mieszkańcy też wolą państwowe

Jednak nie tylko politycy lubią wiązać los miasta z tym co publiczne i państwowe. Również mieszkańcy chętnie uzależniają się od wsparcia państwa. Zamiast podjąć jakąkolwiek pracę, wolą pobierać zasiłki. Pomimo, iż PRL się skończył, wciąż we Włocławku obowiązuje długa kolejka oczekujących na przydział mieszkania. Właściwie łatwiej byłoby wskazać obszary, w których egzystencja przeciętnego włocławianina nie przebiega w rytm korzystania z usług i pieniędzy publicznych. W niemal każdej możliwej dziedzinie życia jest widoczna obecność państwowej lub miejskiej sakiewki. Społeczność jest zdemobilizowana do podejmowania inicjatywy prywatnej, a jeśli ktoś próbuje to szybko ucieka tam, gdzie się tej inicjatywy nie ogranicza i nie marnuje kapitału zebranego w podatkach na wątpliwie uzasadniane inwestycje publiczne. Co gorsza, kiepska kondycja Włocławka jest trudna do wytłumaczenia jeśli obejrzymy się wokół. Okoliczne gminy, a także cały powiat, mają się zazwyczaj lepiej. I nie muszą sięgać po fałszywe argumenty, którymi próbuje się tłumaczyć włocławianom ich kiepski los i sytuację gospodarczą miasta. Jedyne co włocławski polityk potrafi zrobić, to przypudrować złą sytuację. Za przykład takiego przykrywania wad służą doskonale dwa obiekty OSiR: stadion miejski i hala widowiskowo-sportowa. W ostatnich dniach lokalna telewizja CW24 pokazała szereg nieprawidłowości przy wykonaniu obu tych „inwestycji”. Na pierwszy rzut oka wyglądają świetnie i mają świadczyć, że we Włocławku jest prosperity. Jednakże uważna wizja lokalna z kamerą w ręce wskazuje, że politycy wydali w sumie 40 mln złotych na prace nadające się do licznych poprawek, jeśli nie ponownego, generalnego remontu. Zachęcam do obejrzenia materiałów redaktorów Macieja Maciaka (CW24) i Mariusza Kowalewicza (Radio eMKa), które są dostępne na YouTube [2]. Ręce opadają, gdy się ogląda tego typu „inwestycje”.

Autor tekstu: Łukasz Frontczak
Licencja tekstu: CC BY 3.0 PL
Licencja wideo: Standardowa licencja YouTube/CW24tv

PS. Powyższy tekst stanowi pierwszy z cyklu wpisów o Włocławku i stanowi ogólny zarys problemów miasta. W następnych artykułach przyjrzę się bardziej szczegółowo funkcjonowaniu miasta oraz obietnicom, które zdarzyło się w przeszłości złożyć włocławskim politykom.


[1] https://www.pb.pl/anwil-nowym-prezesem-spolki-agnieszka-zyro-908962
[2] Zalinkowane materiały wideo są autorstwa redakcji włocławskiej telewizji informacyjnej CW24 i wszelkie prawa należą do tej redakcji. Nie należy utożsamiać poglądów przedstawionych w moim tekście z redakcją, ani redaktorami realizującymi te materiały. Zalinkowanie materiałów nie oznacza również mojego poparcia dla całej treści i formy prezentowanych materiałów.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.